piątek, 12 lutego 2010

Moja pierwsza flumowa lalka

Stelaż ludwikowskiego fotela schnie więc w międzyczasie coś napiszę, jako że do tego służy blog, żeby w miarę regularnie coś pisać. Póki co się staram, ciekawe na jak długo zostanie mi ten zapał ;-]
Ciekawe też jak się uda ludwikowski fotel, to mój pierwszy projekt tak skomplikowanego mebla...

Wczoraj w krwi i pocie wreszcie zrobiłam pierwszą lalkę odlaną z flumo (dzięki Zofiannie :)). Wychodzi nieźle, ale ilość pracy jaką trzeba w to włożyć... DRAMAT! Najpierw trzeba toto wyrzeźbić - to dramat numer jeden, zwłaszcza jak się jest rzeźbiarskim samoukiem jak ja. Ale rzeźbienie to nic, prawdziwy dramat nadchodzi później - robienie form. Nie wiem ile form zrobiłam, aż wyszły mi takie akceptowalne. Nie mówię dobre, bo do dobrego im daleko, ale póki co, do nauki, mogą być. Za kilka dni zrobię nowe, może wyjdą lepiej. Na koniec - wydawało by się, że będzie z górki, ale nie! Napięcie rośnie, jak w dobrym horrorze. Ciałka, główki i nóżki jakoś idą, ale ręce to jest... znów dramat! Podjęłam duuużo prób, zużyłam duuużo flumo ale wreszcie mniej więcej wiem jak odlać, wyjąć z formy (koszmar!) i wyczyścić dłonie i nie połamać małych paluszków. Koniec końców, po przelaniu pewnej ilości krwi, potu, gipsu i flumo dramat zakończył się w miarę szczęśliwie - lalka jest. Wygląda tak:


A tak wygląda mój foremkowo-odlewowy koszmar:

4 komentarze:

  1. Jak na moje oko - warto było sie pomęczyć:) Kobietka wyszla pięknie. A jak ma na imię?

    OdpowiedzUsuń
  2. Łał! Świetna jest ta laleczka (jak również otaczające ją miniaturowe mebelki i akcesoria)! Gratuluję!
    A tak w ogóle to bardzo się cieszę, że założyłaś blog i z pewnością będę go często odwiedzać. Pozdrawiam Cię serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń