niedziela, 4 lipca 2010

Byłam, widziałam

Poniosło mnie w ten weekend do Berlina. Wycieczka planowana była od dawna, jako że do Berlina mamy nie daleko, a wypadła akurat teraz, w te najgorsze upały i samo głosowanie (tak! nie byłam na wyborach!) z bardzo ważnego powodu - otóż w tym tygodniu w Berlinie gościła wystawa lalek Mariny Bychkovej. Oczywiste  must-see dla każdego zapalonego dollmakera.
Bardzo się cieszę, że miałam okazję zobaczyć te lalki na żywo i przyjrzeć się im z każdej strony. Przede wszystkim na żywo okazały się być dość duże - większe niż się spodziewałam. Spodziewałam się lalek w rozmiarze, mniej więcej, Barbie, a im chyba bliżej do 16-calowych tonnerek... Tak na oko.. Jeśli chodzi o same lalki - są niewiarygodnie wręcz dopracowane. Duże wrażenie zrobiły na mnie ich twarze - bardzo precyzyjnie namalowane (zwłaszcza usta i piękne cieniowanie całego ciała). Włosy i ubranka (w zasadzie tylko dwie lalki były w pełni ubrane, a dwie czy trzy inne miały na sobie jakiś skraweczek garderoby) już są na poziomie dostępnym dla zwykłego śmiertelnika, co mnie mówiąc szczerze trochę ucieszyło - bo z robieniem włosów jest ogólna masakra i zawsze coś nie wyjdzie, jak widać nie tylko mi, ale także najlepszym ;)
Zdjęć zrobiłam niewiele bo i po co - jest ich pełno w sieci. Tylko tak pamiątkowo - na pamiątkę, że byłam i widziałam je na własne oczy :)

Pozwolę sobie wkleić jeszcze jedną fotkę z Berlina - fragment sali ze zburzonego w czasie wojny budynku, obecnie wyeksponowany do oglądania z ulicy. Sztukaterie są po prostu idealne. Obfotografowałam je ze wszystkich stron, może będą inspiracją dla miniatur:

7 komentarzy:

  1. Ależ zazdroszczę możliwości obcowania z dziełami Mariny! mnie z tej wystawy zachwyciły zarówno jej lalki (w szczególności rudowłosa płaczka i Chinka ze zniekształconymi stópkami), jak i prace-lalki innych artystów /dostępne zdjęcia z tej wystawy można bez problemu znaleźć na flikrze, gdzie ja, nie mająca szansy na bezpośredni obluk, wypatrywałam sobie oczy i cieszyłam swą duszę/.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja również zazdraszczam oglądania lalek Mariny na żywo!:)Te sztukaterie absolutnie fantastyczne!

    OdpowiedzUsuń
  3. Dla takiej wystawy też bym nie poszła na wybory;)

    OdpowiedzUsuń
  4. a ja bezczelnie napisze ze od kiedy zrobiłam własną lalkę to lalki M B już mi się nie podobają
    po pierwsze -duże smutne oczęta maja wszystkie"kochane stworzonka"
    po drugie -chude kończyny ułatwiają zginanie lalki
    po trzecie -to lolitki hm?
    no i one są wszystkie tak tragicznie smutne i dość podobne

    OdpowiedzUsuń
  5. Anna - masz w pewnym sensie rację. Jaki wielkogłowych i wielkookich lalek nie trawię totalnie. Poza tym - nie podobają mi się kompletnie ich ekhm... okolice bikini :) Drastycznie anatomiczne. Ale precyzji wykonania naprawdę nie można im odmówić!

    OdpowiedzUsuń
  6. ano nie można, i to jest faktycznie cudowne i wzór, ale z tego co można podpatrzeć na stronie to to już prawie fabryczka, wiec...
    Ze sztuką to jest tak ze nie wiadomo gdzie jeszcze akt a gdzie już pornografia
    Ja mam takie odczucie ze to pornografia dziecięca dlatego się aż tak nie zachwycam

    OdpowiedzUsuń