sobota, 27 lutego 2010

Nowe mebelki

Wczorajszy dzień zaowocował dwoma nowymi mebelkami - komódką i fotelem. Ale najpierw fotki kuchareczki przy pracy czyli pierogów ciąg dalszy:
 
A teraz obiecane nowości. Fotel ludwik - prawy i lewy profil bo nie mogłam się zdecydować który lepszy. Ogólnie fotel średnio mi się podoba.



No i komódka, drewniana jak widać, z otwieranymi szufladkami. Jest mocno niedoskonała, krzywa tu i tam ale przecież nie od razu Kraków zbudowano :)

czwartek, 25 lutego 2010

Pierogi z serem

Zrobiłam pierogi z serem. Dobrze, że nie prawdziwe, bo nie lubię pierogów z serem :P Jest to mój drugi tzw. "perparation table" czyli kulinarna scenka, w której niewidzialny ktoś przygotowuje jedzenie. Tym razem do stołu dołączam krzesełko i przewieszoną przez oparcie ściereczką.
Wszystko jak zwykle zrobione jest w skali 1:12 i wszystko, od mebli i naczyń po jedzonko, zrobione ręcznie, nie ma tu żadnych gotowych półproduktów. Wygląda tak:

 
A tu w trakcie produkcji:

niedziela, 21 lutego 2010

kominek

Kolejny element do mojego pierwszego pokoiku został dziś ukończony. Jest nim kominek. W towarzystwie niedawno zrobionego krzesła wygląda tak:

sobota, 20 lutego 2010

Nowa dolska, fotki robocze

Urodziła się nowa laleczka. Użyłam te same formy na ciałko i ręce co ostatnio, w przypadku służącej, tylko głowa jest inna. Wygląda orangutanowato i nie podoba mi się. Muszę zrobić nowe rzeźby - popracować nad główkami, trochę wydelikatnić korpus i wydłużyć szyję i zrobić ciut mniejsze ręce. A potem formy formy formy....Za siedemnastym podejściem może się udadzą, grrr....
 
A tutaj siedzi sobie na krzesełku:



Z tyłu wygląda jeszcze najlepiej....

wtorek, 16 lutego 2010

Warzywka

Moja chluba i duma z dnia dzisiejszego (i wczorajszego) - skrzynka ze świeżymi warzywkami: ziemniaczki na spodzie, kalafior, jakaś taka pietruszko-rzepa a do tego nowe, lepsze marchewki (bardziej realistyczne niż poprzednio) oraz smakowite pomidory, które wyszły realistycznie dopiero za drugim razem. Wymiary blatu 10 na 6cm - tak dla orientacji w rozmiarze :)

poniedziałek, 15 lutego 2010

Ludwikowskie krzesełko i truskawkowy dżem

Nowe miniaturki:
Krzesełko a'la ludwik któryś tam, całe z drewna (oprócz tapicerki). Mimo braku narzędzi rozwijam się w dłubaniu w drewnie :)


Do kolekcji kuchennej dołączyły - garnek z zupą (niestety na zdjęciu nie widać zawartości, a posłużyła do jej wykonania między innymi zeszłoroczna mięta), oraz słoik z dżemem truskawkowym. Nie do wiary jak czasochłonne okazało się zrobienie zwykłego słoika! Ogólnie jestem zadowolona bo wygląda (chyba) realistycznie. Jest naprawdę malusi, ma może z 1,5 cm wysokości. Teraz mam w planie zrobienie takiego słoika z czymś w środku, jakieś morelki, wisienki albo coś...

No i na koniec news dnia - wydałam dzisiaj 128 zł w samej tylko pasmanterii (a byłam jeszcze w empiku na dziale art&pap!!). Strrrraszne. Muszę coś sprzedać. Może jakieś duże lalle (jak zwykł mawiać mój pewien hmm.... wymagający klient)?

piątek, 12 lutego 2010

Moja pierwsza flumowa lalka

Stelaż ludwikowskiego fotela schnie więc w międzyczasie coś napiszę, jako że do tego służy blog, żeby w miarę regularnie coś pisać. Póki co się staram, ciekawe na jak długo zostanie mi ten zapał ;-]
Ciekawe też jak się uda ludwikowski fotel, to mój pierwszy projekt tak skomplikowanego mebla...

Wczoraj w krwi i pocie wreszcie zrobiłam pierwszą lalkę odlaną z flumo (dzięki Zofiannie :)). Wychodzi nieźle, ale ilość pracy jaką trzeba w to włożyć... DRAMAT! Najpierw trzeba toto wyrzeźbić - to dramat numer jeden, zwłaszcza jak się jest rzeźbiarskim samoukiem jak ja. Ale rzeźbienie to nic, prawdziwy dramat nadchodzi później - robienie form. Nie wiem ile form zrobiłam, aż wyszły mi takie akceptowalne. Nie mówię dobre, bo do dobrego im daleko, ale póki co, do nauki, mogą być. Za kilka dni zrobię nowe, może wyjdą lepiej. Na koniec - wydawało by się, że będzie z górki, ale nie! Napięcie rośnie, jak w dobrym horrorze. Ciałka, główki i nóżki jakoś idą, ale ręce to jest... znów dramat! Podjęłam duuużo prób, zużyłam duuużo flumo ale wreszcie mniej więcej wiem jak odlać, wyjąć z formy (koszmar!) i wyczyścić dłonie i nie połamać małych paluszków. Koniec końców, po przelaniu pewnej ilości krwi, potu, gipsu i flumo dramat zakończył się w miarę szczęśliwie - lalka jest. Wygląda tak:


A tak wygląda mój foremkowo-odlewowy koszmar:

czwartek, 11 lutego 2010

Podpórki

Jakiś czas temu szukałam w internecie jakichś ciekawych podpórek do książek, to takie coś żeby książki się nie przewracały :) Nie znalazłam nic ciekawego, więc wpadłam na pomysł, że zrobię swoje podpórki, oczywiście lalkowo-miniaturkowe. Tak powstały dwa narożniki pokoju, prawy i lewy, do podpierania książek. Wszystko w skali 1:12 no i wszystko robione ręcznie. Tylko rama od obrazu jest skopiowana z gotowej, kupnej, własnoręcznie jedynie złociłam i postarzałam.











wtorek, 9 lutego 2010

pierwszy post :)



No dobra. Założyłam pierwszego w życiu bloga. Tyle lat ostro działam w internecie i NIGDY nie miałam bloga. Jakoś blogi mnie nie pociągają, i pewnie na tym też nie będę za bardzo pisać, co najwyżej krótki komentarz do zdjęć. Bo zdjęcia będą, oj będą :)

Jestem niestety osobą do przesady "wszechstronną", czyli rozerwaną pomiędzy kilka różnych hobby, z których na żadne nie mam tyle czasu ile bym chciała (tzn żeby dojść do jako takiego poziomu). W tym blogu pozwolę sobie pominąć mojego szalonego konia, inżynierię oprogramowania i to, dlaczego wciąż nie mogę się nauczyć dwudziestego drugiego preludium Chopina. Skupię się na lalkach, miniaturkach i tym co dookoła. Czasem może się zdarzyć że zahaczę o twórczość robótkową, ale nie-lalkową (czasem pomagam mamie w robieniu dekupaży).

Krótki rys historyczny: ładnych parę lat temu zaczęłam się bawić w przerabianie lalek Barbie. Wychodziło z tego coś mniej więcej takiego:




Od czasu do czasu zdarzało mi się także szyć ciuszki na lalki Silkstone Barbie i Fashion Royalty, rzadziej na 16-calowe tonnerki (dla mnie są ZA WIELKIE)


W międzyczasie próbowałam swoich sił w miniaturkach, jako że prawdziwa przyjemność to jest zrobić coś z niczego :)



No i na koniec - ostatni rodział mojej lalkowej działalności, czyli lalki robione od podstaw. Zabawiam się w to od niedawna i ciągle idzie mi tak sobie. Jak zwykle nie mogę się zdecydować na jedną technikę czy jeden styl, dlatego próbuję swoich sił w dwóch nurtach - laleczki miniaturowe 1:12 oraz lalki "artystyczne" (zwracam uwagę na cudzysłów!) szmaciano-papiermaszowe. Wychodzi coś takiego:





Miniaturowa 1:12. Jedna z niewielu skończonych


Niestety z miniaturowymi lalkami jestem mniej więcej na tym etapie :) No, może trochę dalej to znaczy wszystko mam wyrzeźbione i ni cholery nie wychodzą mi formy i odlewy :(



I to byłyby koniec pierwszego posta. Pozdrawiam wszystkich, a lalkowe koleżanki zwłaszcza :)