niedziela, 28 marca 2010

Alicja w krainie 1:12

Alicja zrobiona. Wyszła hm... może być, ale z paru rzeczy jestem niezadowolona.
Moja wersja Alicji jest bardziej inspirowana Burtonem niż oryginałem, a już na pewno nie oryginałem disneyowskim. Chciałam żeby była z lekka psychodeliczna i taka trochę "emo" stąd sukienka w paski i czarne akcenty. No i oczywiście melancholia malująca się na twarzy :)
Stawy działają jak działają, mogłyby działać lepiej, ale są na tyle sprawne żeby Ala mogła zapozować w otoczeniu mebli. Doskonale komponuje się z moim pokoikiem 1:12 :)

A tu Alicja z profilu i na stojąco - wsparta barbiowym stojakiem.

środa, 24 marca 2010

Zaczątki alicji

Obrodziło dzisiaj, już drugi post piszę. Koszyczki poszły na etsy i jeden już sprzedany :) Miło. Tymczasem pracuję nad projektem "Alicja", wczoraj w końcu byłam w kinie :) Alicja będzie taka jak poprzednia nieudana lalka, tylko że może będzie udana :P No, ale chodzi o to, że z tych samych moldów, z wyjątkiem łapek (przerobiłam na kulkowe stawy) no i ciałko szmaciane ciut poprawiłam tu i tam. Ciałko jest już zszyte i podoba mi się. Ma fajne proporcje i nieźle się rusza. Główkę tym razem pomalowałam nieco inaczej niż poprzednio, żeby pasowało do blondynki. Wydłubałam też materiał na sukienkę. Jedyne co jest wielką niewiadomą to buty. Mam jakiś wykrój na wiktoriańskie trzewiki ale obawiam się, że nie dam rady..
A oto fotki z postępu prac nad projektem Alicja - przed malowaniem i po. Mówcie co chcecie ale mi się podoba ten mold buźki. Jest w nim coś .."żywego" :) Taki smutek, zamyślenie..

Przygotowania do Świąt

Niedługo Święta Wielkanocne więc trzeba koniecznie zrobić koszyczek do święcenia :D Ja już zrobiłam. Nawet dwa. Zawartość tradycyjna - chlebek, kiełbaska, jajka malowane woskiem, baranek z masła i to wszystko ozdobione bukszpanem :)

poniedziałek, 22 marca 2010

Niemożliwe, a jednak!

Złośliwość przedmiotów martwych? Nie, bo lalka tak do końca przedmiotem martwym nie jest :P To po prostu moje dwie lewe ręce!!!
O co chodzi? Zabrałam się za robienie nowej Generation Zero i wszystko szło jak po maśle.. Nowe ciałko jest całkiem całkiem, forma nowych łapek udała się, odlewy wszystkiego udały się. Ale nie może być oczywiście za różowo - dziś spadła mi na podłogę jedna dłoń. Efekt - zobaczcie sami (zaznaczone czerwonym kółkiem):

W międzyczasie zaczęłam długo odkładaną pracę nad "manekinem". Ma to być coś zastępczego dla lalek Barbie, które do tej pory służyły mi jako nosicielki moich historycznych kostiumów. Nieruchoma lalka, częściowo flumowa, częściowo... nie wiem jaka - byle sztywna. Żadnych zginanych stawów ani nic z tych rzeczy, po prostu manekin. Ma stać, dumnie wyglądać i ładnie prezentować kostium. Chcę żeby była delikatna, ale realistyczna, wdzięczna i taka trochę... bez wyrazu. Żeby nie przytłaczać kostiumu swoją osobowością :) Będzie mniej więcej wielkości Barbie tylko z bardziej ludzkimi proporcjami. Na razie zrobiłam stelaż i nałożyłam pierwszą warstwę masy, która ma zdefiniować ogólny kształt. Jak wyschnie będę dodawać detale. Głowę chyba wstępnie wykorzystam tę od generation zero dopóki mnie nie natchnie to zrobienia czegoś nowego...

czwartek, 18 marca 2010

Dzisiaj zdjęcia nie będzie.

Jak w tytule - zdjęcia nie będzie bo nie ma co być. Wszystko rozgrzebane i w kawałkach. A ja jak zwykle skaczę z kwiatka na kwiatek i robię sto rzeczy na raz. Dziś mnie coś palnęło i rozbroiłam na czynniki pierwsze porcelanową lalę robioną z form... hmm, sama nie wiem, Kestnera? Albo czegoś w tym stylu. W każdym razie ma ładną, antyczną buzię. No więc rozebrałam ją na kawałki i robię formy. Oczywiście zrobiłam do połowy i zabrakło mi gipsu. Ale będzie dobrze. Do mojego lalkowego repertuaru dojdą takie niby-repliki niby-antycznych lalek. Ale może będą ładne, więc próbuję...
W gipsie taplają się też nowo wyrzeźbione łapki do generation zero, tym razem na stawach kulkowych. Z rzeźbionych stóp zrezygnowałam, nogi będą całe szmaciane. Wykroje mam poprawione i lada moment wezmę się za szycie. Głowa i tors ma już formy i można odlewać, forma na łapki będzie musiała parę dni schnąć, co opóźni całą lalkę. A poza tym mam niemiłosierny bałagan w pracowni i to mnie demotywuje. Nie mam jak dokopać się do maszyny do szycia...

wtorek, 16 marca 2010

Święto psuja

Dzień 14 marca ogłaszam międzynarodowym świętem psuja. Zepsułam wszystko co robiłam. Małej laleczce 1:12 podczas ubierania ułamałam główkę, a dużej... Hm.. Duża (generation zero) uczyła się latać. Spadła z szafki na podłogę i odłamały się trzy palce. Przykleiłam je, ale teraz jest brzydko...
Wczoraj nie robiłam nic lalkowego, dziś do południa malowałam afrykańskie pejzaże na pudełkach mamy i dopiero chwilę temu wzięłam się za lalkowe robótki. Wyrzeźbiłam nowe łapki i stópki dla dużej lalki, bo zmieniam ich mocowanie, żeby lepiej się ruszały. Ogólnie mam pomysł na ulepszenie mojej generation zero i może niebawem będzie to już generacja pierwsza. Poza tym dużo czytam o bjd. Nie cierpię japońszczyzny, ale sama idea łączenia stawów jest genialna. Może kiedyś jak będę mieć dużo czasu i dużo modeliny to coś ulepię... Ale nie na razie.

A to panna połamana w sukience. Nadal jest smutna, ale teraz przynajmniej ma powód. Została skazana na nędzną egzystencję w moich przepastnych pudełkach.

sobota, 13 marca 2010

Brak pomysłu na tytuł posta

Dawno nic tutaj nie pisałam, ale to nie znaczy, że nic nie robię. Głównie walczę teraz z moją nową zminiaturyzowaną laleczką, która jest prawie prawie gotowa do ubierania. Prawie - bo ciągle nie mogę odlać jednej łapki. To już czwarta forma i jeśli tym razem się nie uda to rzeźbię nowe łapki... A nie chce mi się :/
Reszta lalki, czyli tors z główką jest już pocieniowany i pomalowany. Wygląda hmm... no cóż... ładnie. Podoba mi się. Póki co uznaję ten projekt za pełen sukces :)
Zdjęcia na razie nie ma, będzie jak zrobię tę nieszczęsną rękę i poskładam lalkę w całość.
Będzie za to zdjęcie mojej generation zero, wypoczywającej słodko na półce z książkami w oczekiwaniu na odzienie.

Na koniec, zgodnie z niedawną modą na miniaturkowych blogach (i w prasie specjalistycznej :P) wklejam dwie fotki z cyklu "Przez dziurkę od klucza", czyli jak wygląda moja pracownia. Mam to szczęście mieć osobne pomieszczenie na moje odlewnicze eksperymenty, małe ale jest. Jakiś czas temu kupiłam używany regał "kostkę" z ikei, sprawdza się doskonale jako miejsce na moje pudełka i pudełeczka. Deska do prasowania jest rozstawiona na środku pokoju praktycznie na stałę :)

A to biurko z pracowni. Wyjątkowo tym razem posprzątane. No dobra, wydało się... wklejam te fotki bo posprzątałam, nie wiadomo kiedy znów będzie tam taki porządek :)

środa, 10 marca 2010

Miniaturyzacja miniatur

Zachęcona niedawnymi niepowodzeniami (patrz post o laleczce w niebieskiej, regencyjnej sukience) postanowiłam wyrzeźbić od nowa części do lalek 1:12 i zmienić proporcje. Po dokładnych obliczeniach okazało się, że wszystkie części były za duże. Nowa lalka jest więc delikatniejsza, chociaż wzrost będzie miała taki sam jak poprzednie. Dla porównania: po lewej nowa lalka a po prawej stara:
Co ciekawe, udały mi się formy (tors z główką na zdjęciu to już odlew). Jedna łapka pokruszyła się przy wyjmowaniu, ale teraz nastawiłam drugą i może się uda. Tak czy inaczej łapki będą chyba do poprawy. Rozmiarem są ok ale rzeźbiłam je tak jakoś na szybko i wyszły niezbyt ładne. Na razie jednak robię próbny egzemplarz z tego co jest. W zależności od tego jak się uda zadecyduję czy warto w ten projekt dalej inwestować :)

poniedziałek, 8 marca 2010

Fotki z placu boju

Moja lalka generacji zero jest prawie gotowa. Ma twarz, włosy, stawy. Oczywiście podczas poprawiania stawów o jednym zapomniałam - o skróceniu łydek i przedramion o długość kulki, która teraz jest stawem.. No i lalka ma za długie ręce....A już się cieszyłam, że wreszcie zrobię coś co nie będzie wyglądało jak orangutan :/
 
 

sobota, 6 marca 2010

Generation Zero


Pierwsza lalka wg mojego ostatniego pomysłu powoli, powoli budzi się do życia. Na chwilę obecną brakuje jej jednej łapki (palec odpadł - trzeci raz :/), malunku i włosów.
Część z moich pomysłów w zderzeniu z rzeczywistością okazała się być totalnie do bani, a przede wszystkim pomysł na łączenia stawów. Nie działa. Ale wymyśliłam już inny i od jutra zaczynam testy. Może nawet wyrzucę to ciałko i na bazie tego samego wykroju (chociaż, chyba jej ciut nogi pogrubię....) zrobię nowe, z nowymi stawami. Może zadziałają. Za to działa ładnie łączenie głowy i szyi i ogólnie z proporcji jestem dość zadowolona. Jak na generację zerową (bo trudno to nazwać pierwszą) nie ma tragedii. Może gdzieś tak po nastu poprawkach, w generacji siedem czy osiem, powstanie coś akceptowalnego. A tym czasem mój frankenstien wygląda tak:


środa, 3 marca 2010

Sunshine Award

Ktoś, kto wymyślił ten łańcuszek nie przemyślał sprawy od strony matematycznej i nie wie co to krzywa wykładnicza.... Chodzi o to, że dostałam wyróżnienie (w zasadzie już dwa razy) i mam je przyznać kolejnym... sześciu! blogom tylko problem jest taki, że wszystkie, na które zaglądam, a jest ich niewiele, już to wyróżnienie mają!! W związku z tym pozwolę sobie wytypować trzy sztuki:
Pierwsza nagroda - dla Zosi :D Ale której? haha! Dla Alienory :P Bo Zofianna mi ten łańcuszek przekazała więc głupio by było odbić piłeczkę, mógł by się ten algorytm zapętlić (pisałam już, że jestem programistą?).
Tak więc pierwsza nagroda dla bloga Alienory: http://alienora.blox.pl/html
Druga nagroda na Anais. Za ładne stópki z ostatniego posta :P http://7anais7.blox.pl/html
I trzecia nagroda dla Syldusi - na zachętę. Żeby coś pisała :P http://syldusia.blogspot.com/

A tak wygląda nagroda:
 

 Zrelacjonuję jeszcze bezobrazkowo postępy prac nad moją Lalką przez duże L. Otóż CHYBA wszystkie formy się udały. Najmniej chyba jeszcze stópki, ale może będzie dobrze... Po pierwszym odlewie:
 - głowa miała olbrzymi pęcherz powietrza na brodzie = do wywalenia. Ale poza tym chyba ok.
 - tors sie udał. I to jak!! Dochodzę do wprawy z czyszczeniem odlewów, jak się temu poświęci duuużo czasu to efekt jest naprawdę fajny, wygląda jak porcelana.
 - jedna łapka się udała i to ta, gdzie myślałam że forma będzie do poprawy
 - drugiej ułamał się paluch przy wyciąganiu :/
- stópki się nie udały - pęcherze powietrza i problemy z wyjmowaniem, czyli podwójnie się nie udały

Tak więc na chwilę obecną mam tors i jedną łapkę. Ale i tak jestem zadowolona bo wyglądają fajnie. Jak wszystko pójdzie zgodnie z planem to będę naprawdę dumna :)
Przypominają mi się czasy kiedy jedna lalkowa koleżanka, nazywająca siebie imieniem pewnego diabła (dla wtajemniczonych - będą wiedzieć o kim mówię :P) powiedziała, że chciałaby zrobić swoją lalkę i że już nawet wyrzeźbiła główkę. Nie mogłam zrozumieć - jak to? Przecież nie da się tak od po prostu, w domu, zrobić całej lalki. Fakt, że ona miała na myśli pełnoprawnego fashion dollsa a nie taki pół-szmaciany folk-art, ale jednak - da się. Przynajmniej taką mam nadzieję :)

Nowy projekt i foremkowy koszmar raz jeszcze

Zabrałam się na realizację pomysłu, który chodzi za mną od kilku miesięcy. Do tej pory miał postać szkiców. Wczoraj nabrał postaci wyrzeźbionych kawałków, a dziś - form.
O czym będzie projekt? Tym razem nie będzie to skala domkowa, ale pełnowymiarowa lalka, trochę większa od Barbie. Wczoraj cały wieczór rzeźbiłam potrzebne części - głowę, tors, dłonie i stopy. Jestem DOŚĆ zadowolona z głowy, chociaż prawda wyjdzie na jaw po namalowaniu twarzy. Nie ma co oceniać po "suchej" rzeźbie. Łapki i stopy wyszły tak sobie, ale to dopiero pierwsza generacje, będzie można je później poprawić jak się okaże, że pomysł jako całość jest sensowny.
Dziś podjęłam się najbardziej karkołomnego zadania czyli zrobienia form. O dziwo - wszystkie się otworzyły, co jest sukcesem, ale połowicznym. Tu i ówdzie coś się ukruszyło, po pierwszym odlewie zobaczę jak bardzo i czy trzeba zrobić nowe formy. Wydaje mi się, że formy łapek będą do poprawki, a reszta MOŻE będzie mogła zostać. Oby. Nie cierpię robić form :P